24.12.2016r.

   Wigilia. Jakże nienawidzę tego czasu. Jestem w domu na przepustce i zastanawiam się w jaki sposób to przeżyć, żeby w ogóle przeżyć. W głowie majaczy mi coraz bardziej natrętna myśl o wódce. Naturalnie mam świadomość, że tego mi nie wolno. Siedząc z moimi psicami zatapiam palce w ich miękkiej, ciepłej sierści i to mnie nieco wycisza. Tak mi ich brakowało. Wierne, kochane… Przenoszę wzrok na krzątających się w pobliżu ludzi i mimowolnie zaczynam o nich myśleć z niechęcią. Są jak rak, który rozprzestrzenia się, niszczy, zabija. I szybko stopuję samego siebie. Jaki rak, kurwa? To jest kuzynka, która stara się jak może, żeby w domu było przyjemnie. I brat, specjalnie wziął urlop, żeby wcześniej przyjechać i wszystko przygotować. Jego narzeczona wcale nie musiała mu pomagać i znosić jakiegoś ponuraka. I Młody… Przecież już tu jedzie, żeby się ze mną zobaczyć zanim pojedzie z matką do swojej rodziny. Jaki to jest rak? Przypominam sobie, że Wadera (wstrętna baba) kazała myśleć o tym, co dobre. Oni stanowią dla mnie to coś niezaprzeczalnie dobrego… Nawet jeśli nienawidzę tej całej szopki. Z tą myślą podnoszę kości z fotela i pytam, czy kaleka może im w czymś pomóc. Chyba są zadowoleni, że w końcu się ruszyłem.

   Zaglądam też do Was i pewnie powinienem napisać jakieś życzenia, czy coś. Ale pierdolę, trochę mnie znacie. Życzenia nie są moją specjalnością, świąt nie lubię, nie mam potrzeby świętować urodzin jakiegoś Żyda. Jeśli komuś życzę dobrze, to czynię to bez specjalnej okazji. A resztę ścierwa niech trafi szlag, bez zbytecznej obłudy. Dzięki, że jesteście. Pozdrawiam ciule.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

18 odpowiedzi na „24.12.2016r.

  1. ~Monika pisze:

    No witaj w końcu:) Hm, można i tak do tego podejść, że to urodziny jakiegoś żyda. Ale nawet jeśli, dobry był z niego człowiek i myślę, że gdyby dzisiaj się taki narodził to niestety skończył by tak samo. Nie wiem czy akurat na krzyżu, ale załatwiliby go na pewno. A jeśli chodzi o święta, tez oczywiście można nazwać to szopką, bo lepsze byłoby nic nie robienie. Ale znowu, jeżeli całe te święta powodują, że zapominamy o zwadach, jesteśmy milsi dla siebie nawzajem, mamy więcej cierpliwości, to czemu nie? To szkoda tylko, że święta dwa razy w roku. Może to wszystko, to wcale nie fałsz tylko naprawdę udziela nam się ta atmosfera świąt i stajemy się lepsi? I jeśli tak jest, to uważam, że to super, że są święta:) Wszystko można i dobrze i źle zinterpretować zależy od woli tego który to robi- albo nastroju, samopoczucia itd.
    W każdym razie ja lubię tą atmosferę, tą krzątaninę, to ciepło, takie zatrzymanie tego pędu chociaż na chwilę.
    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku, bo święta to już prawie za pasem:) No i kuruj się tam z wojskowym zacięciem. Dobrze, że masz Waderę:)

  2. Szkoda, że nie napisałeś do mnie maila. Mam nadzieję, że przy następnej przepustce nie zapomnisz się do mnie odezwać. Wokół Ciebie jest tyle ludzi, którzy Ciebie kochają. Uszanuj ich bo miłość to najpiękniejszy dar jaki nam dano i to za darmo.

  3. ~yellowish pisze:

    O Wigilia, to nawet podobno zwierzęta podobno przemawiają, więc nic dziwnego, że się odezwałeś :P
    Nie chcę Cię tu krytykować, ale jak się już zwracasz do nas, to warto by się trzymać jakiś konwencji i norm grzecznościowych. Czyli napisać „Pozdrawiam Ciule”, używając dużej litery. No tak, ale, pewnie za dużo wymagam :P
    Z tymi świętami, to wiadomo, może to grać z różnych powodów na nerwach, tu na przykład nie obchodzi się kolacji wigilijnej, tylko śniadanie. Temu byłem na śniadaniu i śmierdziało cholernie krewetkami, ale atmosfera poza tym była miła.
    Twoje psy na pewno cieszą się, że widzą znowu przywódcę stada, czy za kogo one Cię tam uważają :P
    Ja tu dużo z Azjatami przebywam, temu nie ma stresu ze świętami, bo oni, to raczej nowy rok obchodzą, w dodatku w lutym. W drugi dzień świat tu wszyscy biegną do sklepów, bo są podobno obniżki cen. Nazywa się to nawet „boxing day”, czyli dzień boksowania, nazwę sobie możesz sprawdzić. Pewnie byś się tu lepiej znalazł ;)
    Trzymaj się tam wesoło, albo jak Ci tam pasuje ;)

    • ~wadera pisze:

      Hej, Robaczki :D
      Celem wyjaśnienia „co autor miał na myśli” :P Czarny chyba zdziecinniał, zmiękł od tej opieki, a może raczej wyłazi jego wrodzona przekora, bo też „ciule” nie brzmią dumnie, natomiast dzieci mówią nie „czule”, tylko… no właśnie. Tak więc wniosek o Dużą Literę zostaje załatwiony odmownie, ponieważ jej użycie jest nieuzasadnione, hihi.
      Czułość z naszego wrażliwego wilka wycieka, lecz „godność” nie pozwala jej okazać wprost, więc ubiera oną (uprzedzam, zamierzona, piękna forma biernika) w szorstkie słowa, albo obraca w żart, pokazując wciąż groźne kły i warcząc, ile wlezie.
      Tak że… pozdrawiam Was hurtem… ciule :P

  4. ~Monika pisze:

    To i ja pozdrawiam ciule :)

  5. ~monika pisze:

    POZDRAWIAM ZNÓW:)

  6. ~Monika pisze:

    Jestem w „odwiedzinach” więc pozdrawiam:) Co tam słychać?

  7. ~wadera pisze:

    Powiem krótko – jest źle. Ja mogę tylko być, i jestem zawsze, o każdej porze dnia i nocy, a Czarny dobrze o tym wie. Wszystko zależy już wyłącznie od niego samego. Pozdrawiam wszystkich na smutno.

  8. ~monika pisze:

    Och to do dupy, chociaż można się było spodziewać skoro nic nie pisze. Ale tez myślałam, ze może tak bardzo zajęty powrotem do zdrowia, ze to może własnie dlatego cisza. Smutno tak słuchać jak ….jakby to powiedzieć, może, jest w stanie a psycha nie puszcza. Żeby mu się chciało chcieć. Jak znaleźć motywację? Tą siłę napędową? Ja jestem typem, który prze do przodu mimo przeciwności, też oczywiście są chwile zwątpienia czy słabości ale to mija. Nie wiem co powiedzieć? Pozdrawiam i wysyłam trochę chęci:)

  9. ~monika pisze:

    Witam witam:) Ale tu cichutko :(

    • ~yellowish pisze:

      Ano, tak to jest z problemami, często są one ciche, gdzieś tam pod czaszką. Trudno do nich dotrzeć.
      Pozdrawiam :)

      • ~wadera pisze:

        Jeśli problemy są nawet zdefiniowane, trudnością jest efektywne działanie – remont w głowie i wytrwanie do końca. Tego zaś musi się chcieć samemu i dla samego siebie.
        Czasem resetować się trzeba niestety już całe życie. Jak powiedzmy u cukrzyka, nieuleczalnie chory, ale może znośnie żyć. Albo uzależnienia – pewien wyuczony schemat i ograniczenia są konieczne, inaczej spada się na dno. Nawroty bywają, jednak jeden krok do tyłu plus dwa kroki do przodu, to ciągła walka, lecz wygrana.
        Pozdrawiam ciepło…

  10. ~monika pisze:

    No to jakby lepiej bo do przodu. po kroczku. W każdym razie pozdrawiam i życzę wytrwałości.

    • ~wadera pisze:

      Nie lepiej. Mam wrażenie, że u Czarnego raczej stagnacja, czy w ogóle regres.

      Moja odpowiedź jest hipotetyczna i dotyczyła jedynie komentarza przedmówcy.
      Nigdy nie jest tak, że sam problem, to cały problem. Można znać przyczyny psycho-fizyczne, mieć najlepsze warunki, max wsparcie, ale to niewiele da, jeśli człowiek sam nie chce wyjść z czarnej dupy, nie widzi sensu, nie znajduje motywacji, albo po prostu jest słaby, jak alkoholik, który wciąż wraca do nałogu, niszcząc się coraz bardziej.
      Wiadomo, tak łatwiej, niestety najtrudniej jest działać i wytrwać, zwłaszcza psychicznie.
      Pozdrawiam chmurnie…

      • ~monika pisze:

        A to dupa. Bo jednak myślałam, że to te dwa kroki do przodu jeden w tył, to nie tak źle. Wadero, masz rację, że najtrudniej to wytrwać a wcześniej znaleźć motywację. Tu czasem wsparcie nakieruje na motywację, ale to człowiek sam musie chcieć. Nawet jeśli to „chcieć” to dalej ciężko ale gdzieś tam w środku chce, to powoli da radę. Gorzej jak tego „chcieć” w środku brak.
        Z drugiej strony to nie raz nie dwa skupiamy się tak bardzo na sobie jak nam źle, bo niby na kim w końcu to my dla siebie powinniśmy być najważniejsi, ale do czego zmierzam czasem człowiek spotka kogoś kto przeżył wg nas coś gorszego i wtedy perspektywa się zmienia i nagle nasze problemy nie są takie wielkie. Więc zawsze to kwestia perspektywy.
        Powiem tak, że jak już tu jesteśmy, znaczy na ziemi i nijak nie zapowiada się, że za chwilę nas nie będzie, to szkoda marnować czas, bo może to jest najlepsze co nas mogło spotkać.
        Oczywiście rozumiem te wszystkie problemy rodzinne, ale ostatecznie ojca już tu nie ma, a Czarny jest (jesteś). Rozumiem też słabości. Ale gdzieś tam w końcu jest kres tego wszystkiego, chyba, że ja tak mam, że nie lubię się nad sobą mamlać. Albo nie przeżyłam dokładnie tych rzeczy, przeżyłam co prawda inne ale to nie to samo. U mnie to prosto albo wte albo wewte nic na pól gwizdka. Czarny teraz do ciebie. Masz wszystko żeby żyć pełnią życia jakkolwiek głupio to teraz dla ciebie brzmi i paradoksalnie wszystko zależy od ciebie co z tym zrobisz i już czas skończyć winić za to innych. Ster do rąk i na morze.
        Może to nie fajne co napiszę ale nie tobie jednemu ciężko, nie ty jeden coś mocnego przeżyłeś. Czasem może warto otworzyć się na innych, posłuchać ich przeżyć i wtedy trochę zmienia się nasze patrzenie na świat.
        Kiedyś ktoś zrobił ci krzywdę, później dokonałeś wyborów, które być może też cię skrzywdziły- nie wnikam, dzisiaj odpowiadasz sam za siebie, to ty dokonujesz wyborów. I nie mów ze właśnie takich chcesz dokonać, bo gdyby tak było to pisałbyś dalej na blogu a tak nie jest. ZRÓB COŚ i wróć do pisania, jeśli oczywiście dalej sprawia ci to frajdę albo wtedy sprawiało? A skoro tak było to mogę wyciągnąć wnioski ze tak. Nie ma co się mamalać trzeba żyć. Drugi raz może nam się to nie przydarzyć

  11. ~monika pisze:

    Widzę, ze cisza to ja tylko z pozdrowieniami i że pamiętam:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>